Translate

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

#05 "This is war" part I

Hejj <3 po dłuuugiej nieobecności wróciłam. To będzie rozdział w myślę III partach ;)
Ten part chcę napisać szybko, ale nie tak głupio i naciąganie ;D Dzisiaj jednak krótki rozdział.


~*~

Blondynka obudziła się o 13. Ciotka siedziała przy jej łóżku. Ali złapała się za głowę. 
- Eee, czemu tutaj siedzisz?- zapytała się dziewczyna. 
- Chciałaś żebym tutaj siedziała.- stwierdziła ciotka i wstała. Kierowała się ku drzwiom. Odwróciła się przy tym na chwilę.
Miała wszystkie rzeczy które ubrała wczoraj. Makijaż nie był nawet lekko ruszony.
- Ali, wychodzę za godzinę i wrócę dopiero za dwa dni. Masz wszystko już uszykowane. Na dole masz listę, krótką ale proszę cię byś wypełniła zadania z niej.- szepnęła i wyszła z jej pokoju. Ali na swoim stoliku nocnym zauważyła lek przeciwbólowy. Westchnęła cicho, obok zobaczyła szklankę z wodą. Wzięła lek i popiła go wodą. Po chwili usłyszała dźwięk wiadomości w swoim telefonie. Podniosła go i spojrzała niepewnie na ekran. Gwen. Napisała, że jutro wyjeżdża na miesiąc do Szwajcarii. A dlaczego? Nikt nie wie. Ali wstała i podniosła swoją kurtkę z ziemi. Wypadła z niej karteczka. Mała karteczka. Podniosła ją . Napisany na niej był numer a przy nim dopisek `zadzwoń jeśli będziesz się nudziła, Harry. `. Dziewczyna wzdrygnęła ramionami i zapisała sobie jego numer, a właściwie zrobiła to właśnie z nudów. Miała jednak coś do roboty. Zapomniała o tym. Dziwne. Pamięć miała przecież doskonałą. Podejrzana sprawa. Usłyszała, że ktoś zamyka albo otwiera drzwi. Usłyszała głos ciotki, rozmawiała z kimś. Ali zeszła na dół i ujrzała Harr'ego. Zamarła. Była na schodach. Usiadła na nich po czym szybko wbiegła na górę. Harry zauważył ją ale się nie poruszył. Ciotka wyszła i zatrzasnęła drzwi. Alison zasłoniła się kurtką. 
- Czego chcesz.- powiedziała z góry. 
- Chciałem ci potowarzyszyć żebyś się nie nudziła, ale jeśli chcesz to pójdę sobie.- stwierdził i lekko się uśmiechnął. Wiedziała że to jakiś blef, bo to nie możliwe że on tak sobie tutaj przyszedł bez żadnego konkretnego powodu.
- Czego chcesz?- zapytała ostrzej i przewrócila oczami. On nic nie powiedział. Po chwili dziewczyna usłyszała trzask drzwi. Zeszła niepewnie na dół. Harry oszukał ją. Stał i wpatrywał się w schody. Po tym jak zeszła przeniósł wzrok na nią. 
- Mam pytanie, skąd znasz Cole'a?- uniosła brew i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
- Poznałem go parę lat temu, to mój dobry kumpel.- stwierdził i zilustrował dziewczynę wzrokiem.
- Yhm. - mruknęła po czym zbiegła na dół i usiadła na krześle w kuchni, które stało przy blacie, gdzie na ogół jadła. 
- To ja już lepiej pójdę...- szepnął.
- Czemu? Jeśli chcesz to zostań. Mi samej i tak się będzie nudzić. - przewróciła oczami i podparła się rękoma.
- A tak w ogóle to nie jesteś fanką naszego zespołu?
- Nie, ja wolę metal i rock. Bez urazy, nie cierpię waszego zespołu.- zaśmiała się.
- A uraza chyba jednak będzie.- powiedział cicho i wytknął do niej język.
- Baaardzo to było zabawne. 
Dziewczyna zaczęła się śmiać, a chłopak parę sekund później razem z nią. 

sobota, 28 lipca 2012

#04 "Remember the time", part II

No cóż, oznacza to że to już part II. Teraz postaram się napisać tak jakoś nie wiem, inaczej, więcej?, bo mam pomysł i chciałam go umieścić w next rozdziale, ale stwierdziłam że tu będzie dobrze ;D Ps. już w POLSCE!

~*~

Alison spojrzała na Gwen, która tak się cieszyła, że nie dało się tego opisać. Skakała i piszczała. Spojrzała ze sceny na prowadzącego. Kazał im zejść, bo następni czekali. Ali zeszła ze sceny i podeszła do stanowiska jurorów. Pociągnęła lekko Gwen za rękę. Jednak ona na swojej poczuła czyjąś dłoń. Dłoń Harrego Styles'a. Dziwne uczucie. Nienawidziła ich a jednocześnie to że jej dotknął stworzyło w jej ciele dreszcz. 
- Zostaw mnie.- warknęła i pociągnęła rękę w swoim kierunku wyrywając się. Chłopak popatrzył na nią z kpiącą miną i odwrócił się. Ali ponownie pociągnęła Gwen za rękę. Tym razem dziewczyna poszła za nią. 
- Ej, a w ogóle jak wy się nazywacie?- zapytał Zayn.
- Ja jestem Gwen, Gwen Hudson, a to Alison, Alison Vander!- krzyknęła Gwen i zeszły ze sceny. Ali zmierzyła ich wzrokiem bardzo ostro. Do końca dnia siedziały u Alison w domu. żadna nowość, u Gwen nie można było siedzieć bo miała kuzynkę na głowie.
Kolejnego dnia Alison ubrała się bardzo podobnie. Zmieniła kolor bokserki i rurek na czarny. Szła niepewnie korytarzem. Zauważyła, że obok Gwen stoją sami chłopacy i rozmawiają z nią. Alison otworzyła swoją szafkę i wyjęła z niej książkę. Zatrzasnęła drzwi od szafki i grzebała chwilę przy torbie. Za sobą usłyszała stłumiony śmiech. Odwróciła się i zarzuciła włosy na plecy. Zauważyła, że środkiem korytarza szli Cole, Drake i Martin. Natychmiast przywarła do swojej szafki i zasłoniła twarz książką. Gdy ją opuściła przed sobą ujrzała swój obiekt westchnięć z jego koleżkami.
- Co ty, boisz się nas czy co?
- Emm, nie, ale nie mam czasu na rozmowy.- stwierdziła i chciała odejść, ale Cole zagrodził jej miejsce wyjścia ręką. Ali od zawsze marzyła by to zrobił.
- Dobra, czego ty chcesz?- zapytała i wbiła wzrok w ziemię. 
- Przypomnieć ci o imprezie. Piątek, 19.30 do białego rana, mam nadzieję że wpadniesz.- wyszeptał i od razu się oddalił. Ali zagryzła wargę i od razu zauważyła Samanthę która całuje Cole'a. Ali najchętniej rozerwałaby ją na strzępy. Jednak opanowała emocje. Tylko parę dni i już nie będzie musiała oglądać tej idiotki. Wakacje. Nowy cel w życiu Al? Wątpię w to. 
Tak minęły wszystkie dni. Kiedy Ali się obudziła był już piątek. Rozdanie świadectw, ale przede wszystkim impreza u Cole'a. Jego rodzice już wczoraj wyjechali na Majorkę by tam świętować rocznice ślubu. Dowiedziała się tego od Diany, koleżanki Samanthy. 
Ali jak najszybciej się wyszykowała. Ubrała elegancki strój i poszła do szkoły by odebrać świadectwo. Udało jej się uzyskać świadectwo z wyróżnieniem. W jej szkole połowa osób je miała. Gdy Ali wraz z Gwen wchodziły do szkoły wszyscy szeptali do siebie.  Żadna nowość. Poszły na salę gimnastyczną i tam obydwie otrzymały świadectwa. Po tej ceremonii wszyscy po prostu wrócili do domu.
- Ciociu! Mam świadectwo!- krzyknęła Ali i Vierra natychmiast wyrwała jej świstek z dłoni.
- Gratuluję mała, dzwon do rodziców.- powiedziała oddając jej papier.  Alison wzięła laptopa i natychmiast zaczęła dobijać się na skypa rodziców. Po 10 razie odebrali.
- Córeczko, o co chodzi?- zapytała mama
- Mam świadectwo! Do tego z wyróżnieniem!- wykrzyczala. Przez kamerkę pokazała jej swój dokument. Mama usmiechnęła się i zawołała jej brata i tatę. wszyscy cieszyli się z jej sukcesu. Po godzinnej konwersacji dziewczyna zamknęła się w pokoju i zaczęła się szykować na imprezę. 
Wybrała taki zestaw : klik. Do tego pomalowała się ostro eyelinerem co zawsze jej się podobało. Spięła włosy w kok. Uśmiechnęła się sama do siebie. Po 19 wymknęła się z domu. Zostawiła ciotce wiadomość na komórce że wróci jutro. Cole siedział jej w głowie od rana. Gdy była blisko jego domu zauważyła światła i usłyszała muzykę. Uśmiechnęła się sama do siebie. Spojrzała na godzinę na telefonie. Była dokładnie 19.31. Drzwi od bramy do ogrodu otworzyła jej Samantha. 
- Heej, Alison
- Ej, Sam, co się stało? Dlaczego płaczesz?
- Nieważne, wychodzę.- warknęła i ominęła blondynkę biegnąc w kierunku przystanku autobusowego. Ali obejrzała się za nią i tyłem weszła na teren posesji Cole'a. Rozejrzała się. Było już parę osób. Zapukała w drzwi do domu, a otworzył je gospodarz imprezy.
- Hej Ali, imprezka na dworze.
- Emm, ok.- Ali cofnęła się i poszła do ogrodu. Było tam juz więcej ludzi niż przed domem. Ogród był ogromny i znajdował się tuż za budynkiem. Zauważyła Gwen. Podeszła do niej i uścisnęła ją. Impreza zaczęła się rozkręcać około 20. Ali przebiła się przez tłum i pociągnęła Cole'a za sobą. 
- Ejj, co jest młoda?
- Co się stało Sam?
- O jeny, zerwaliśmy.- powiedział od niechcenia i wrócił do tłumu. Ali przewróciła oczami. Około godziny 22 muzyka lekko ucichła ale nadal brzmiała. Jednak gdy Ali spojrzała w górę zaczęło kropić. Po minucie kompletnie się rozpadało. Wszyscy zaczęli zbierać picie i jedzenie i pakować się do domu Cole'a. Blondynka złapała płaszcz przeciwdeszczowy który lezał na stole, nie wiadomo dlaczego. Skierowała się do wyjścia z ogrodu. Gdy nagle ktoś ją zatrzymał. Strasznie padało a ona była już trochę zmoknięta. Ktoś obrócił ją w swoją stronę szarpiąc ją za rękę. To był Cole.
- Czego chcesz?- zapytała zirytowana Alison. Wszyscy siedzieli w domu i nie zwracali uwagi co się dzieję na zewnątrz. Chłopak nic nie powiedział i wpatrywał się w nią.
- Co?!- krzyknęła. On ponownie nic nie powiedział, ale teraz przyciągnął ją do siebie i przytulił ją. Deszcz coraz bardziej moczył ich ubrania. Ali najpierw chciała go odepchnąć, ale wtedy zrozumiała że to przecież Cole! Zawsze marzyła, żeby ją przytulił w romantycznej sytuacji. Ta była jednak prawie nierealna. Jednak po chwili Alison otrząsnęła się. To na pewno jakiś zakład! Odepchnęła go od siebie. On był zdziwiony jej zachowaniem.
- Nie jestem aż taką frajerką! Ta szopka jest bezcelowa!- krzyknęła. Odwróciła się ceremonialnie na pięcie i  uniosła dumnie głowę. Postawiła pierwszy krok, ale Cole odwrócił ją ku sobie.
- Co?!- wrzasnęła. On przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował dziewczynę. Ali czekała na tą chwilę od 2 lat. 

Uniosła delikatnie kącik ust i odwzajemniła pocałunek. Jednak po chwili się od niego oderwała, bo usłyszała skrzypienie bramki która się właśnie otworzyła. W furtce stało 5 chłopaków. I to nie tych zwykłych- z osiedla, to sami chłopacy z One Direction. Ali przewróciła oczami i cofnęła się o krok. Nie wiedząc czemu. Deszcz siąpił niesamowicie. Blondynka chciała w tym momencie wtulić się w mokre ciało Cole'a. 
- A co wy tutaj robicie?- zapytała niepewnie Ali i schowała się za Cole'm.
- No nie wiemy, twój kolega nas zaprosił, a właściwie nasz wspólny kolega.- stwierdził Harry i uśmiechnął się złośliwie.
I tak to było. Ali rozmawiała z Cole'm przez całą noc. Opowiedział jej o tym że zna chłopaków już bardzo długo, że zerwał z Samanthą bo go denerwowała. Jednak nie zapytał się Ali czy chciałaby być jego dziewczyną. Z resztą wiedziała, że już następnego dnia wszystko będzie już nieważne. Takie jest życie, ale i tak musiała niedługo opuścić posesję Cole'a. Wstała z sofy i ruszyła w kierunku wyjścia. Wiele gości już wyszło. Przestało padać jakieś 2 godziny temu, czyli około północy. Ali złapała się za głowę. Musiała przyznać że trochę wypiła, na co ciotka wcześniej wyraziła zgodę. Ledwo co wyszła z domu Cole'a. Kręciło jej się w głowie i to było straszne uczucie. Ale miała wakacje. Po chwili poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Ponownie przeszedł przez nią przyjemny dreszcz. Odwróciła się i ujrzała twarz Harrego. Nie zdziwiła się tym ani trochę.
- Puść mnie patałachu.- warknęła i zrzuciła jego dłoń. 
- Spokojnie, odprowadzić cię do domu? Sądzę, że jeśli pójdziesz sama to przez to że się upijesz stracisz głowę i nie wrócisz do domu. 
- Dobra, wolę wrócić cała, ale wątpię że wrócę zdrowa.- stwierdziła Ali. Szli tak w kompletnej ciszy. Czuła na sobie jego wzrok. Cały makijaż miała rozmazany przez deszcz. Dziwne, bo pamiętała drogę do swojego domu, choć była krótka i tak ciężko jej było sobie przypomnieć. Gdy stanęli przed jej domem Ali uśmiechnęła się widząc zapalone światło w biurze ciotki. Odwróciła się do chłopaka.
- Dzięki.- szepnęła i pocałowała go w policzek. On lekko się zaczerwienił czego nie widziała blondynka. Oddalił się szybko i w tajemniczy sposób. Dziewczyna wzdrygnęła ramionami i weszła do domu. Natychmiast zmyła resztki makijażu i w ubraniach w których była położyła się spać wykończona. 

czwartek, 26 lipca 2012

#03 "Remember the time", part I.

Myślę że ten rozdział będzie bardzo fajny i przypadnie do gustu wszystkim co czytają mojego bloga ;*
Mam nadzieję że rozdział mi wyjdzie ;)) Postanowiłam napisać ten rozdział w II częściach XD


~*~

Alison była tak szczęśliwa że nie umiała opanować tego stanu myślowego. W swoich myślach powtarzała tylko jeden równoważnik zdania: Impreza u Cole'a. Nic więcej się nie liczyło dla tej nastolatki. On był jej największym pragnieniem, którego nigdy by i tak nie zdobyła, ale warto zaryzykować. Niby tak, niby nie. 

Widząc że na zegarze ujawniła się godzina 16.23 Al wyszła z domu ubrana tak jak była ubrana do szkoły, zwyczajnie. W głowie powtarzała sobie słowa piosenki. Zamknęła dom i skierowała się na ulicę gdzie mieszka Gwen. 5 minut drogi, więc nie trzeba było się spieszyć. Głowę opuściła, tak by widzieć tylko chodnik. Po 2 minutach mijała dom Cole'a. Na chwilę się przy nim zatrzymała i wyjęła telefon. Udawała że pisze wiadomość. Może Col ją zauważy i wyjdzie do niej ?" Cuda w jej przypadku jednak się nie zdarzają. NA tej ulicy nawet nikogo nie było. Beznadziejna cisza która głucho rozbrzmiewała w okolicy. Trudno. Takie jest życie... Ponownie opuściła głowę. Minutę później była blisko domu Gwen. Zwolnila kroku widząc godzinę na telefonie i dom koleżanki. 
- Hej, Ali!- za sobą usłyszała że ktoś ją woła. Odwróciła lekko głowę, skręcając szyję w lewą stronę. To, to, to Cole! Miał przy sobie 2 kolegów, Drake'a i Martin'a. Oni byli chłopakami, którzy lubili łamać serca dziewczyną. Tuż po Cole'u zajmowali 2 miejsce na liście Ali pt. "Szkolni przystojniacy". Nikt nigdy nie wyprzedził Cole'a. Oni zajmowali 2 miejsce razem, tylko jeden raz zostali wyprzedzeni przez Franka Grevisa, ale on odszedł z ich szkoły po 4 miesiącach. 
- Emm, hej Cole.- dziewczyna wyszeptała i spojrzała na jego twarz która wyrażała radość. Chłopacy szli po drugiej stronie ulicy. Ali spojrzała nerwowo na zegarek, 16.27. "Może chwile z nimi pogadam i powiem że nie mogę dłużej zostać bo jestem umówiona i się śpieszę. Genialne!". Nie od zawsze miała okazję z nimi pogadać. Dobrze wiedziała że Drake podobał się Gwen, a Martin kuzynce Gwen ,która tymczasowo u niej mieszkała i chodziła do szkoły z Ali, Eve. 
- Co tutaj robisz? Nie jesteś na castingu?- zapytał z lekka drwiąco. "Przecież on wiedział o tym dobrze, że idę na ten przeklęty casting!"
- Nie, ale idę właśnie po Gwen.- powiedziała z dumą i odwróciła się w drugą stronę. Zarzuciła włosy z dumą na plecy i ruszyła do domu koleżanki. Chłopacy po chwili szli już obok. 
- A możemy iść z wami?- zapytał Drake i usmiechnął się zadziornie.
- Nie, nie możecie bo będziecie tylko rozpraszać...emm Gwen!- blondynka rzekła i uciekła od chłopców. Chcieli ją gonić, ale chyba zrezygnowali. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Zadzwoniła dzwonkiem do domu Gwen. Otworzyła jej Eve. 
- Hej All, Gwen już schodzi.- dziewczyny wymieniły się spojrzeniami, bo Ali informowała ją że kawałek dalej jest Martin. Eve uśmiechnęła się szeroko. Gwen zeszła z góry mając na sobie piękną, czarną sukienkę.
- Zwariowałaś?!- krzyknęła niebieskooka i przewróciła oczami. Gwen zachichotała i w milczeniu wyszły idąc  do samochodu koleżanki. Całą drogę przejechały w ciszy. 15 minut przed 17 były na miejscu. Ludzi było pełno. Niestety, ale kolejka była strasznie długa. Dziewczyny usiadły na krzesełkach ówcześnie biorąc numer duetu. 
2 godziny później. Dziewczyny będą wchodziły już za 4 minuty. 
- Nie bójcie się, ale w między czasie powiedzcie z jaką piosenką przyszłyście. -powiedział prowadzący cały program.
- Śpiewamy Call Me Maybe.- wtrąciła Gwen i uniosła dumnie głowę. Po chwili ze sceny zeszli uczestnicy którzy śpiewali przed nimi. Gwen wzięła Ali pod rękę i szepnęła: Nasza chwila". Weszły na scenę. Na miejscach jurorów siedziała cała 5 chłopaków z zespołu, a w pierwszym rzędzie widowni siedzieli asystenci i tacy ludzie od show. Alison zacisnęła dłoń w pięść i spojrzała na sam koniec sali. Gwen od razu zaczęła dyskusję. Była bardziej śmiała niż jej koleżanka.
- Jestem Gwen, a to jest Alison. Dzisiaj zaśpiewamy piosenkę "Call Me Maybe". Po jej słowach zaczęła lecieć melodia, a Gwen ze śmiałością prawdziwej gwiazdy zaczęła po prostu śpiewać. 
Ali stała na baczność nie ruszając się z miejsca i patrząc nadal na koniec sali. Po chwili zaczęły razem śpiewać refren. W tym momencie Ali myślała tylko i wyłącznie o Cole'u. Wyobrażała sobie że są na randce i trzymają się za dłonie w romantycznej knajpce. Jedzą wyśmienite jedzenie i na koniec całują się. Wszystko wydawało się takie realne, ale usłyszała koniec refrenu i zaczęła śpiewać to co do niej "należało". Nie obchodziło jej teraz to czy spodoba się komukolwiek i czy jej śpiew nie spowoduje pęknięcia czyiś bębenków. Po około 3 minutach ich występ się zakończył. W tym momencie jurorzy mieli wybrać jedną z nas. Z nadzieją że to będzie Gwen czekałam na ich werdykt. 
- A więc tak, podjęliśmy decyzję. W programie zostaje, emm Gwen.- powiedział blondyn. Ja uśmiechnęłam się triumfalnie chociaż wcale nie przeszłam dalej. Gwen skakała z radości i podbiegła do chłopaków każdego po kolei ściskając.  

środa, 25 lipca 2012

#02 "Dreams are always to meet"

Mam nadzieję, że gdy skończę ten rozdział, następny będzie dłuższy i bardziej wciągający niż ten.  ;) Dzisiaj postaram się napisać 2 rozdziały. Ps.nie wiem czemu mi się jakoś dziwnie przestawiło na czarne tło pod litery ;/ 



~*~

Alison popatrzyła jak Cole znika na piętrze szkolnym. Westchnęła pod nosem. Mogła przeciągnąć ów rozmowę tak by potoczyła się po jej myśli. Niestety tak nie było. W tym momencie Ali zrozumiała, że nie wie jaką piosenkę będzie śpiewała wraz z Gwen na castingu. Natychmiast napisała do niej SMS'a: "Gwen, jaką my piosenkę mamy dzisiaj zaśpiewać?! Muszę się przecież jej nauczyć. Al ;*".
Dziewczyna zaciągnęła się "zapachem" potu i gumy od butów. Zarzuciła włosy do tyłu i ruszyła do domu, domu ciotki. Przez całą drogę zastanawiała się czego jej brakuje by Cole ją chciał. Jednak pytanie dążyło do kolejnego pytania, czyli czy inne dziewczyny zabujane w Cole'u muszą zadawać sobie to pytanie. Alison była strasznie wkurzona. Postanowiła znaleźć wymówkę by nie iść na casting. Jednak po chwili dostała wiadomość od Gwen : "Śpiewamy Call me maybe, przygotuj się,ale to przecież bardzo prosta piosenka, ja się nauczyłam w 3 godziny, ale naucz się całej, potem ci wyślę szczegóły Ali, ucz się, ucz ;p G. ;*".
Alison pokręciła delikatnie głową. Nie mogła zawieść swojej najlepszej koleżanki. Odpisała na wiadomość "Bd się uczyła jak tylko wrócę na chatę , przyjdę po ciebie o 16.30, bo wcześniej nie bd mogła. ;*". W odpowiedzi, po paru sekundach ujrzała słowo 'ok'. Uśmiechnęła się głupio do telefonu. Wyjęła klucze z torebki. Otworzyła dom. Westchnęła. Rzuciła torbę i od razu odpaliła laptopa którego zostawiła w kuchni, która połączona była z salonem. Szybko wpisała "call me maybe, karaoke". Była godzina 12.46. Dzisiejsze lekcje były najkrótszymi w całym tygodniu. Jednak do końca szkoły tylko 4 dni. Właściwie jeszcze 3 dni do szkoły. 2 godziny później, po intensywnej nauce tekst miała już wkuty w umysł. Idealnie. Po jakichś 25 minutach dostała wiadomość od Gwen: "ja śpiewam 1 zwrotkę, razem refren, ty 2 zwrotkę, razem refren, resztę śpiewam ja. pozdroo kochana ;*". Al wypuściła powietrze z ulgą. Rzuciła swojego Iphone'a między poduszki i włączyła telewizję. Zacisnęła dłoń na pilocie. Przeskakiwała z kanału na kanał nudząc się śmiertelnie.
Po około 10 minutach z powrotem wróciła przed ekran laptopa. Weszła na twittera ziewając. Przeglądała swoich parunastu obserwujących. Weszła na profil Gwen. Też nic ciekawego. Krążyła sobie po całym TT. W ostatniej chwili weszła na profil Gwen. Ona opublikowała post związany z programem. Ali weszła na stronę ów show. Gdy ujrzała wpis sprzed 13 minut przeraziła się. Wszystko zaczynało się wspaniale, ale kończąc co zesztywniała.
"Witajcie kochani! Dzisiaj ostatni casting do naszego programu, zapraszamy nasze duety od 10 do 22. Rzecz jasna będą z nami gwiazdy. Pewnie już się domyślacie ;). Będą oni jurorami dzisiejszych castingów. Po śpiewaniu będziecie mogli robić focie i brać autografy. Tak, to sam zespół 1D!". Alison o mało co nie zrzuciła laptopa ze stołu. Nienawidziła tego zespołu. Miała ochotę udusić Gwen. Zabić ją na oczach całego Londynu. Niestety stało się. Przeczesała nerwowo włosy i spojrzała na telewizor który wyświetlał ostatnie najważniejsze wydarzenia dnia. Nagle telefon Al zaczął dzwonić. Niechętnie zwlekła się z krzesła. Szukała phone'a na całe kanapie.Znalazła go dopiero gdy przypomniała sobie gdzie go zostawiła- między poduszkami. Zauważyła nieznany numer. Niepewnie odebrała.
- Halo.
- Hej, czy dodzwoniłem się do Alison Vander?
- Emm, tak, a co się stało?
- Właściwie nic specjalnego, z tej strony Cole.- po tych słowach Ali wręcz zamurowało. Najchętniej skakałaby ze szczęścia i nic więcej nie robiła.
- Fajnie. Skąd masz mój numer?
- Dała mi go Samantha, moja dziewczyna. Nie wiem skąd go miała.
- Yhm, a w jakiej sprawie dzwonisz?
- W dzień zakończenia szkoły urządzamy party z okazji zakończenia. U mnie w domu, a więc wpadniesz?
Świat Alison zwariował. Nie wiedziała co powiedzieć. Zamurowało ją to totalnie.
- Halo, Ali, jesteś tam?
A do tego użył jej zdrobnienia co w jego ustach wydawało się takie zadziorne jak i słodkie.
- Emm, tak, tak. Pewnie że przyjdę! O której?
- Nie wiem jeszcze, jutro powiem ci w szkole. To do zobaczenia Ali, cześć.
- Pa.
Alison odłączyła się i delikatnie odłożyła telefon. Po jakiejś sekundzie zaczęła piszczeć, skakać i robić bałagan wszędzie gdzie natrafiła sie okazja.
- Cole zaprosił mnie do niego na party!!! Taaaak!

poniedziałek, 23 lipca 2012

#01 "Anything can happen"

Hmm, dzisiaj mam pewien pomysł co do rozdziału ale nie wiem czy mi samej sie spodoba ;D
Już niedługo do Polski, jak ja się cieszę! Pozdrawiam ;*

~*~
Nie masz nigdy pewności. Nie masz jej w żadnej sprawie. Podobno masz idealne życie, ale z dnia na dzień może zmienić się w koszmarne i beznadziejne. Tak może być, oczywiście że tak. Czy w 100 % jesteś pewna że każdy sekret jaki masz będzie tylko i wyłącznie twoim? Nie, na pewno nie. Alison Vander przy której nawet kamień staje się ciekawszy od samej All. Wszystko co znała przepadło. Nie zdziwcie się gdy zobaczycie jak płacze na przypadkowym przystanku autobusowym czy też jak płacze na schodach. Sprawa beznadziejna. Chcesz jej pomóc a jednocześnie nie możesz. Super prawda? No na pewno.

- Alison Tara Vander! Wstawaj natychmiast!- głos Vierry rozniósł się po całym domu. Kobieta ubrana w modne dżinsy, długą bluzkę, a raczej tunikę, marynarkę w pięknym miętowym odcieniu i w butach na wysokiej szpilce wołała swoją siostrzenicę. Jej makijaż był taki jak zwykle: podkład, lekki róż na policzkach, delikatnie pomalowane rzęsy, złote cienie do powiek i piękna, czerwona pomadka na ustach. W uszach miała kolczyki aż do ramion, a na szyi zawisnął złoty łańcuszek który idealnie się komponował. Jej bardzo długie, proste i czarne włosy leżały spokojnie na plecach. Na pewno szykowała się do pracy, a raczej już była wyszykowana. 
- Alison, za godzinę musisz być już w szkole! Te ostatnie 4 dni wytrzymasz!- krzyknęła kobieta ponownie po czym wzięła kluczyki z blatu kuchennego i podrzuciła je wysoko do góry. Opadły w jej dłoń. Vierra wyszła pozostawiając małą karteczkę w kuchni z napisem "wrócę później niż zwykle. Vier". Po jakiejś minucie Aly usłyszała pisk opon. Samochód ciotki był wielkim hitem. Zawsze chciała nim pojeździć, ale bała się zapytać ciotki, chociaż wiedziała że odpowiedź będzie brzmiała "nie", bez żadnego zawahania i powiedzenia "a może jednak". Alis wyskoczyła wręcz z łóżka. Dzisiaj miała iść wraz z koleżanką na casting tuż po szkole. Jednak to Gwen miała występować, a Al kibicować jej. Miała ukazać się też gwiazda specjalna, co jakoś nie zrobiło większego wrażenia na blondynce, jak większość rzeczy. Przetarła lekko oczy i poszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, oczy wymalowała eyelinerem jak zwykle, nałożyła korektor, puder i wytuszowała rzęsy, ubrała czerwone rurki, bokserkę z nadrukiem etykiety Jack Daniels. Na stopy założyła conversy. Przeczesała swoje piękne i długie blond włosy po czym spojrzała na plan zajęć. Spakowała zeszyty do torby, książki miała w szkole. Zeszła na dół, zjadła jak najszybciej umiała płatki. Umyła zęby, "porwała" torbę i przeciągnęła się. Przed samym wyjściem wzięła swoją czarną bejsbolówkę. Założyła bluzę i wyjęła z niej klucze. Zamknęła dom i przełożyła torbę przez ramię. Podciągnęła rękawy, bo zrobiło jej się ciepło. Po około 10 minutach weszła do szkoły. Zdziwiła się widząc że wszyscy z uśmiechem się jej przyglądają. Wyglądała jak zwykle, więc o co mogło chodzić tym ludziom? Po chwili koło niej stanęła Gwen i uśmiechnęła się. 
- I co? Gotowa by dzisiaj pójść na casting?- zapytała blondynka i odgarnęła włosy na plecy. 
- Jasne, chcesz wiedzieć jaką piosenkę zaśpiewamy?
- MY?
- No, a ty nie wiedziałaś o tym? Występują tylko i wyłącznie 2 osoby.
- Zwariowałaś?! Nigdy nie zaśpiewam publicznie, mam głos jakby ktoś gwoździem...
- Oj daj spokój, jeśli się nie spodobasz odrzucą Cię i dalej przejdę ja, tak jest w tym programie, z 2 wybierają jedną osobę. Dlatego nazwa programu brzmi "1 z 2, śpiewajmy razem"
- Nie, ja przepraszam Cię Gwen, ale to dla mnie zbyt wielkie upokorzenie by śpiewać publicznie.
- Błaaaaaagam Cię Al! Proszę, proszę, proszę, proszę...
- No dobrze, ale już nigdy więcej nie naciągaj mnie na "takie coś". - Alison szepnęła i lekko się uśmiechnęła. Gwen rzuciła się na jej szyję ze szczęścia. Przytuliła blondynkę i w pośpiechu pobiegła do sali w której miała mieć lekcje ponieważ własnie zadzwonił dzwonek. Alison udała się do klasy w której miała odbyć się lekcja historii. Kolejne 4 lekcje minęły tak szybko że Al nie wiedziała że to już koniec lekcji na dzisiaj. Zdziwiła się i była przygnębiona. Właśnie skończyła WF. Trzymała w dłoni swoją torbę. Zarzuciła ją szybko na ramię. Otworzyła delikatnie drzwi od szatni, ale uderzyła kogoś. Poczuła że w coś uderzała. Wzięła głęboki oddech. Musiała znów komuś pomóc, bo nauczyciel siedział w swojej "norze". Wyszła z szatni i zamknęła drzwi. Zauważyła że na ziemi leży Cole- chłopak który podobał się jej od jakichś 2 lat. Mieszkał paręnaście domów dalej. Zawsze gdy go widziała miękły jej nogi. Był o rok starszy od All. Traktował ją jako koleżankę ze szkoły niż przyjaciółkę albo dziewczynę. Miał ciemne włosy, był wysoki, wysportowany i bardzo przystojny. Nie jednej dziewczynie się podobał. Niestety miał już dziewczynę, od jakichś 2 lat, miała na imię Samantha. Chodziła do naszej szkoły. Pracowała jako początkująca modelka. Z nią Al nie miała żadnych szans, a do tego była w równym wieku jak Cole. Mieli razem WF 2 razy w tygodniu, ale ona nigdy z nim nie pogadała. Dziwne, bo starsi z młodszymi w tej szkole raczej zajęć nie mają. Ale Al cieszyła się z tego co miała. 
- Emm, przepraszam Cole.- szepnęła i wyciągnęła do niego swoją delikatną dłoń. Uśmiechnęła się ukazując dołeczki w policzkach, ale chłopak nawet na nią nie spojrzał.
- Skąd znasz moje imię?- nagle zapytał i uniósł lekko brew. Wyglądał tak seksownie, że blondynka najchętniej rzuciłaby się na niego i całowała. Zacisnęła lekko pięści. 
- Obiło mi się kiedyś o uszy.- jak najszybciej wybrnęła i odwróciła się na pięcie by uniknąć konfliktu z Cole'm. 
- Ty jesteś Alison, prawda?- zapytał. Alison w myślach "skakała" wręcz z radości. 
- Tak, Alison. A skąd wiesz?- rzuciła przez ramię z uśmieszkiem. 
- Po pierwsze obiło mi się o uszy, a po drugie twoja kumpela gada wszystkim ludziom w szkole, że idziecie razem śpiewać do jakiegoś programu.- powiedział cicho. Al wytrzeszczyła oczy. "Zabiję Gwen!", pomyślała i uśmiechała się nadal.
- Dobra, fajnie się gadało, ale muszę lecieć.- szepnął chłopak i minął Al, po czym wbiegł po schodach na górę. 

niedziela, 22 lipca 2012

#00 Prolog

Witajcie na moim blogu. Myślę że spodoba wam się. Prolog nie będzie długi i myślę że będzie także trochę tajemniczy ;)

~*~

"Drogi pamiętniku, jestem totalnie wkurzona. Nic mi nie wychodzi od ponad pół roku. Cokolwiek robię, cokolwiek, cokolwiek! Wszystko i tak się niszczy po paru dniach. Ciotka ma w nosie moje sprawy. Jej wystarczą pieniądze, które moi rodzice przelewają co miesiąc na jej konto za to , że się mną opiekuję. Mam już jej serdecznie dosyć! Rodzice wyjechali, już dosyć dawno temu. Pojechali do Norwegii by tam rozkręcić nowy biznes który zapewne znów nie wypali. Jared pojechał z nimi, a wiadome jest że ich ukochany synek będzie z nimi zawsze i wszędzie. Isabel za to jest w USA. Robi z siebie wielką gwiazdę, chociaż jest tylko beznadziejną modelką. Są ode mnie starsi i mogą robić co chcą, ale ja nie mam zamiaru patrzeć jak ich życie się udaje a moje niszczy dzień po dniu. Muszę coś zrobić, uciec stąd, z Anglii. Właściwie na początku było ok, ale po tym jak już lepiej poznałam ciotkę to chętnie bym wbiła jej nóż w plecy. Cóż, życie nie może być idealne, ale chyba każdy potrzebuję odrobinę szczęścia w życiu. Mam nadzieję, że kiedyś to zasrane szczęście przyjdzie pukając do moich drzwi i powie "choć, pokażę ci twoje wspaniałe przyszłe życie". Nadzieja jest w moim przypadku ograniczona. Nie mam ochoty jej szukać. Właściwe wszystko jest do bani. "


Alison zamknęła pamiętnik z hukiem i rzuciła nim o ziemię. Była dziewczyną której brakowało wszystkiego, ale w sumie była ładna i mądra. Jednak uważała siebie samą za "nieudany eksperyment dwóch ludzi którzy olewają jej życie i samopoczucie". Alison miala za złe że rodzice zostawili ją w Londynie. Ciotka bowiem była skąpa, a do tego uważała blondynkę za pustą i niewdzięczną. Vierra czyli ciotka Ally miała wielką firmę, była bardzo bogata i uważała się za najmądrzejszą na świecie co prawdą rzecz jasna nie było. Codziennie niebieskooka śniła o tym by Bethanie i Erick przyjechali do niej i powiedzieli że zabierają ją od Vierry i że nigdy więcej nie zostawią jej samej. Myślała, że Isabel przyjedzie ze Stanów i powie że All idealnie nadaje się na modelkę w firmie w której pracuję, że Jared powie jej iż w Norwegii nie jest tak fajnie, bo brakuje mu  siostry, że Courtney przyjedzie i będą mogły spędzać czas tak jak za dawnych lat gdy były małe. Jednak to się raczej nigdy nie wydarzy chociaż cuda się zdarzają. Odkąd zmarła jej koleżanka jakieś 3 lata temu Al zamknęła się w sobie, bo wmawiała sobie ze to ona rzuciła kamieniem w Sierrę i dlatego ona spadła z roweru na ulicy i wpadła pod koła samochodu. Jared wmówił jej że ponosi odpowiedzialność za swój czyn. Jednak ona ni chciała mu w to wszystko wierzyć. Po pewnyym czasie obwiniała się o śmierć Sier. Chciała być twarda ale nie miała to żadnego znaczenia, bo za każdym razem, gdy widziała napis w pobliżu domu koleżanki taki jak "Odejdź spokojnie, niech niebo przyjmie cię w swe objęcia" czy "Odeszłaś, ale i tak na zawsze Cię zapamiętamy Sierro Minfrank" jej serce rozpadało się na miliony kawałeczków i Ally czuła się jakby to ona celowo ją uśmierciła.
W Londynie chciała odżyć. Nie udało jej się. Wpadla w alkoholizm i brała codziennie narkotyki. Udawała przed ciotką że jest wszystko dobrze, by ta sie nie czepiała i nie krzyczała na nią. Jednak ona czuła że chcę odejść i jednocześnie uciec stąd by więcej się nie przejmować innymi. Miała nadzieję ale czy uda jej się wyjść z tak podłych nałogów? Nie sądzicie, prawda? Chociaż mogła ona być tak twardą "zawodniczką", że udałoby się jej wyjść i odżyć na nowo...
Pozna prawdziwych przyjaciół którzy jej nie opuszczą, miłość która będzie kazała jej zostać, zdobędzie sławę i pieniądze, ale i prawdziwy dom gdzie każdy będzie ją kochał i słuchał jeśli będzie tego potrzebowała. Ciężko stwierdzić co się może stać. Myślę że jej historia jest skomplikowana ale i trochę zabawna. Jednak zacznijmy od początku...